Forum Hydrauliczne

Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukanie zaawansowane  

Aktualności:

Forum SMF zostało uruchomione!


Autor Wątek: Spór z administracją, zalanie.  (Przeczytany 279 razy)

Almaro

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 1
    • Zobacz profil
Spór z administracją, zalanie.
« dnia: Listopad 09, 2017, 07:32:39 pm »

Witam wszystkich!

Mam nadzieję, że ktoś to doczyta.
Poszukuję pomocy oraz opinii w dosyć skomplikowanej kwestii. Mianowicie od dwóch miesięcy istnieje problem zalewania sąsiadki z dołu oraz ewidentnego sporu ze spółdzielnią, niestety z podejrzeniem i próbę "wrobienia" nas w winę, żeby to rozjaśnić, postaram się to opisać w punktach.

1) Mianowicie, 22 września sąsiadka z dołu (4 piętrowa kamienica, my mieszkamy na ostatnim piętrze) skarżyła się na niewielką plamę wilgoci na suficie w łazince, tuż pod naszą wanną. Oczywiście, od razu zgłosiliśmy sprawę administracji budynku i sprawdziliśmy, gdzie może znajdować się u nas przeciek. Administracja odpowiedziała na zgłoszenie dopiero następnego dnia, może i po dwóch. Przyszli obejrzeli i w 10 minut stwierdzili, że mamy przeciek pod wanną. Z którym jednak niczego nie zrobili, a czas leciał, dni mijały i pomimo kolejnych zgłoszeń z naszej, jak również ze strony sąsiadki nie było nic robione. Sprawdzaliśmy cały czas stan podłogi pod wanną, ale zarówno w dniach zalania, jak i kontroli hydraulików oraz później, była ona zupełnie sucha, o czym świadczył suchy kurz, pajęczyny... nie mniej w tym przypadku się przydały. Woda w pionie oczywiście była zakręcona cały czas, mamy drugą łazienkę, więc to nie był aż taki problem.

2) Po mniej więcej tygodniu sąsiadka zgłosiła, że plama zaczyna się powiększać, a my zaskoczeni tym faktem: gdyż woda była zakręcona, a podłogi suche, wezwaliśmy własnego hydraulika, który stwierdził, że u nas nie ma żadnego przecieku, ale jednak rura pionowa jest cała mokra, w tym też znacznie powyżej wszelkich odpływów, więc wezwaliśmy ponownie hydraulików z administracji, którzy zjawili się po tygodniu? Ponad? I też potwierdzili, że w pionie jest mokro, u nas jest sucho. Na tym sprawa ucichła, przekazliśmy obie opinie sąsiadce i zamknęliśmy temat, normalnie korzystaliśmy z łazienki ponownie. (Ale przez cały ten czas, sąsiadka była ciągle zalewana, w momencie gdy nie korzystaliśmy z łazinki również.) Hydraulicy nie zrobili z tym nic, pomimo kolejnych zgłoszeń. Przestali odbierać telefony, tak samo jak spółdzielnia.

3) Po prawie dwóch miesiącach, czyli kilka dni temu sąsiadka zadzwoniłą, że sufit pękł, a fragment ściany się zawalił do wanny. Od razu wyskoczyłem z pracy aby zakręcić pion (pomimo czego woda lała się jeszcze godzinami, gdy tak naprawdę będąc w pracy nawet jej nie uzywaliśmy). Spółdzielnia powiedziała, że przyjdzie spisać protokół, ale jako że w tym momencie już czuliśmy problemy, wezwaliśmy własnego hydraulika aby patrzył im na ręce. Ekspert a administracji schylił się nad rurą pionu i w minutę orzekł, że przeciek jest po naszej stronie, przy jakimś trójniku (nie znam się na tym, wybaczcie). Jednak w tym momencie nasz hydraulik od razu udowodnił, że to nie prawda i pokazał że woda znajduje się znacznie wyżej. I od tego momentu hydraulik spółdzielni szukał problemu wszędzie, stwierdził, że jak nie to, to musi nam ciec z baterii przy wannie. Nasz hydraulik zdjął ją i okazało się, że jest sucho. Więc ekspert administracji obstawił, że przeciek musi być z pralki. Nasz, odparł i pokazał, że instalacja z pralki biegnie pod wanną, gdzie podłoga jest całkiem sucha. Tak naprawdę, jedyna woda u nas, znajduje i osadza się na rurze pionu, gdzie powstaje mała kałurza. Więc na sam koniec ekspert administracji powiedział, że to świadczy o przecieku z drugiej łazienki (po drugiej stronie ściany). Ale jak się okazało, ekspert spółdzielni nie wiedział, że tam znajduje się zupełnie oddzielny pion. Nie mniej, nie udowodnił nam żadnego przecieku (dzięki pomocy naszego hydraulika, gdyż my się na tym nie znamy). Nakazał nam zakręcić całkowicie pion na jedną dobę. Przyszedł następnego dnia, woda nadal się lała. Więc nakazał zakręcenie drugiego pionu, dziś nie przyszedł osobiście, tylko wysłał dwóch ludzi, woda nadal się lała. (oczywiście jego ludzie od razu powiedizeli że to pralka, a gdy im powiedziałem że już to wykluczaliśmy, to stwierdzili że oni tam nie wiedzą i wyszli.)

To wszystko brzmi chaotycznie, ale krótkie fakty są takie:

1) Ubezpieczyciel sąsiadki zasądził spółdzielnię o kilkadziesiąt tysięcy odszkodowania. Oni odpowiedzieli, że zalanie jest naszą winą i to starali się udowodnić, co im się nie udało.
2) Przy przedostatniej wizycie, ekspert ze spółdzielni zwyczajnie uciekł, gdy sąsiadka zechciała z nim rozmawiać przez telefon. Dosłownie, powiedział że nie musi z nią rozmawiać, a gdy ta zaczęła nalegać, ten zbiegł po schodach i odszedł.
3) Hydraulicy spółdzielni, od kilku dni pracują ciągle w piwnicy, nie wiemy dlaczego, a zapytani twierdzą że nie musimy wiedzieć.  Ale za każdym razem z piwnicy dobiega smród szamba, zgnilizny. Dziś zanotowałem dosyć długie (4-5m kije), których uzywali w piwnicy, co wszystko dosyć ładnie łączy mi się z teorią naszego hydraulika o zatkanym pionie.
4) Tak, pracują w piwnicy w tajemnicy, bez informacji, dla przypomnienia dodam że sąsiadka zgłosiła nam przeciek 22 września, gdy 20 września właśnie w tej samej piwnicy, w naszym pionie, mieszkańcy zostali poproszeni o udostępnienie kluczy, z powodu awarii pionu i zalania piwnicy.
5) Umówiony miał został biegły, który oceni sytuację, z sąsiadką z dołu umówili się na konkretny dzień, kiedy to przyjdą. I przyszli, bez biegłego (którego przypadkiem umówili na następny dzień, po czym powiedzieli, że nas nie było), ku zdziwieniu naszemu oraz zalewanej sąsiadki.
6) Wypierają się, że awaria była im zgłaszana, albo nie pamiętają, albo to było dla nich tak dawno temu, że może tak, może nie.

Co w takiej sytuacji zrobić? Dla mnie jest to wszystko podejrzane, ale gdyby pion był zatkany, a oni się awarii pozbędą, to potem wykorzystają fakt zakręcenia obu pionów u nas w mieszkaniu, z zanikiem przecieku i orzekną że to była nasza wina. Mamy niejako związane ręce, bo nie mamy zbyt wielu dowodów. Czuję, że ktoś za naszymi plecami chce nas obciążyć kosztami, a my nie jesteśmy w stanie zbyt wiele w tej kwestii zrobić, czy ktoś jest w stanie coś poradzić?


Zapisane